Piekło relatywizmu, czyli „Kto to Panu tak spierdolił”

Naiwnie pomyślałem, że końcówka lata i odrobina wolnego czasu to idealny moment na ulepszenie własnego lokum. Szybki remont łazienki, dwa tygodnie i po sprawie. Polska rzeczywistość postanowiła jednak zweryfikować moje plany i zorganizować mi wycieczkę po dantejskim inferno. I to takiej wycieczce, podczas której all inclusive gwarantuje ruderę (za to z 5 gwiazdkami), basen (ale z piraniami) oraz bufet szwedzki (dosłownie: trzeba wykupić bilet do Sztokholmu). Zrozumiałem, że napis nad bramami piekieł Dantego „Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy wchodzicie” wisi tam najwyraźniej od czasów poprzedniej ekipy remontowej.

Wstępując w te progi, dotarło do mnie, że polski remont to nie są zwykłe prace budowlane. To socjologiczny czyściec i dantejski katalog narodowej pogardy, w którym każdy majster cierpi męki ściśle dopasowane do swoich grzechów.

Krąg Pierwszy: Pogarda dla poprzednika. Słynne: „Panie, kto panu to tak spierdolił?”. Każdy kolejny fachowiec buduje swój autorytet wyłącznie na gruzach zawodowej godności tego, który był przed nim. W tym kręgu panuje przekonanie, że uznanie czyjegoś profesjonalizmu uderza we własne ego, a jedyną miarą wartości jest zdeprawowanie trudu bliźniego.

Krąg Drugi: Pogarda dla myśli. Wchodzisz ze swoim wykształceniem, książkami czy pracą przy komputerze, a w oczach majstra widzisz pobłażliwą wyższość: „Pan z książeczkami i komputerkiem pocić się nie musiał, to co pan wie o robocie?”. Praca umysłowa intelektualisty jest w tym uniwersum mniej warta niż noszenie cegieł, bo przecież klepiąc w klawiaturę chłop w okularkach się nie spoci. Ale uwaga! Ja patrzę na niego i widzę faceta, który zapewne nie przeczytał Dantego – głąba z IQ niższym niż fundamenty, które stawia. I obaj przez chwilę jesteśmy przekonani, że wykonujemy tę „prawdziwą” pracę.

Krąg Trzeci: Pogarda dla „obcego”. Najgłębszy poziom relatywizmu. Praca Ukraińca w sadzie, na budowie czy przy taśmie w fabryce mrożonek jest traktowana jako mniej wartościowa, bo człowiek ten nie ma husarskiego rodowodu. Wyciskamy z niego siły, jednocześnie rzucając mu w twarz pogardę, bo przecież „nie jest stąd”.

Krąg Czwarty: Pogarda opłacona z góry. Ten krąg jest wyjątkowy, bo tutaj pogarda idzie w parze z fakturą godną budowy wieżowca na Manhattanie. Płacisz jak za apartament z widokiem na Central Park, a dostajesz fugę krzywą jak kręgosłup moralny polityka. Bo przecież „inteligencik i tak się nie zna na budowlance” – a skoro się nie zna, to po co się starać? Majster kalkuluje: klient ma pieniądze, ale nie ma wiedzy, więc różnicę między jednym a drugim można sobie po prostu wpisać do kosztorysu jako dodatkowy zysk.

A nad tym wszystkim wiszą czyny naszych sarmackich mistrzów od wszystkiego: geniusze wyburzają ściankę działową bez żadnych wsporników, po czym stają z rękami w kieszeniach i z dziecięcą fascynacją czekają, czy strop mojego domu złoży się jak domek z kart.

Te majstry to nie jest obcy gatunek przybyły z kosmosu. To polski naród – niezmienny od XVI wieku. Dawne kontusze szlacheckie zamienione na bluzy patriotyczne.

Wyborcy demokratycznego państwa z kartonu, w którym usunięto podstawowy wspornik: prosty, ludzki szacunek do trudu drugiego człowieka – niezależnie od tego, czy kładzie kafelki, pisze książki, czy zbiera jabłka w sadzie.

Bez tego wspornika cała nasza konstrukcja musi w końcu runąć nam na głowy.

Ale co ja tam wiem? Przecież klepię tylko w klawiaturę. Ja tylko pamiętam zamiast nosić bluzę z napisem „Pamiętamy”. Ja choć się nie spociłem chcę tylko kurwa wziąć kąpiel w szczelnej kabinie prysznicowej…

Dante napisał Boską Komedię szybciej, niż trwało kładzenie płytek w moim brodziku. A przygotowywał się do tego dzieła całe życie.

Dodaj komentarz