Wieki średnie, zwane średniowieczem nie należały do najprzyjemniejszych w historii ludzkości. To nie było tak, że dożywszy emerytury siadałeś w klimatyzowanej karczmie i zajadałeś kaszę gryczaną okraszoną posypką z rybich łusek (na szczęście). Nie! Nie było tak, bo już prawdopodobnie nie żyłeś. Osiągnąłeś limit 30 wiosen i zjadają cię właśnie kruki i wrony za płotem, gdzie poszedłeś załatwić poranne potrzeby fizjologiczne.
Kompletnie niepotwierdzone źródła (moja chora wyobraźnia) wiąże to z tym, co zwie się kryzysem wieku średniego. Średniowiecze to jeden wielki kryzys. Natomiast dziś, gdy człowiek przekracza wiek czterdziestu lat jest uznawany za kogoś, kto urodził się w średniowieczu. No i pętla skojarzeń gotowa.
Jako stary (i do tego belfer) pamiętam pewien serial uznawany dziś za kultowy. Kiedy bohater „Czterdziestolatka” Stefan Karwowski kończył czterdzieści lat, telewizja uznała to za wydarzenie na tyle dramatyczne, że nakręcono o tym cały serial. Tytuł pierwszego odcinka to „Toast, czyli bliżej niż dalej”. I ja wiem, że to nie chodzi o komunikat z GPS’a.
Dziś czterdziestolatek zakłada konto na TikToku i również słyszy, że coś jest z nim nie tak. Różnica polega na tym, że kiedyś kierowano go do lekarza, a dziś do domu spokojnej starości w komentarzach. Poważnie: konsternacja. Nie wiedziałem czy odpowiedzieć na „za robotę się weź dziadu”, czy „jak wysoką emeryturę dostaję”, ponieważ sprzeczność tych bezmyślności wprawiła mnie w problem adaptacyjny. Na szczęście od tego typu komentarzy są moderatorzy.
Nie chcę tu moralizować nikogo frazesami o szacunku dla starszych. Nie w czasach, gdy szacunek jest przereklamowany. Nie w czasach, gdy trzeba stracić szacunek dla siebie samego, by być na topie. Siadam raczej sobie na progu szaleństwa i patrzę na człekopodobne istoty, które przyrosły do smartfonów jak pasożyty, żywiące się czyjąś seksualnością, narodowością, rasą, wyznaniem religijnym. Śmieszne to trochę, ale widocznie do czegoś potrzebne.
Jak to leciało w „Dziadach” Mickiewicza? „Kto nie zaznał produktu czekoladopodobnego ni razu – nie zazna słodyczy w niebie”? Pokolenie lat 80’.Potrafimy policzyć kropki na odwłoku pancerza biedronki bez kalkulatora. Nie potrzebowaliśmy Fortnite’a czy CS’a – wystarczyło nawalać mrówki kijem (analogowo). Znamy płyty ulubionych twórców – w całości. Potrafimy oglądać filmy dłuższe niż 4 minuty i pamiętać ich treść. Przeszliśmy drogę od budki telefonicznej na żetony do smartfona i modeli AI. Pamiętam twarz dziadka Stacha, który patrzył na mnie zdegustowany, gdy mówiłem, że zimno mi bo szron na oknach w domu był od środka. „Przecież on boso w lutym 44’ wracał z prac przymusowych w okopach”. Dziś ja tak patrzę na marudzenie nastolatków, którym ciężko znieść temperaturę po awarii klimatyzacji w ich pokojach. Dziwi mnie, że jedyne pytanie jakie przychodzi do głowy młodemu człowiekowi na widok „staruszka”, który wie jak samemu zrobić masło czy uwarzyć piwo to pytanie o wysokość emerytury.
Wbrew reklamom kremów na deinstalację zmarszczek, wbrew filtrom kolejnych aplikacji do zdjęć człowiek będzie się starzał. Kryzys wieku średniego to nie siwe włosy i skrzypienie w stawach niczym w nienaoliwionej zbroi. Starzeją się nasze myśli, upada wiele naszych młodzieńczych ideałów, a rezultaty planów życiowych są inne od zamierzonych – to jest kryzys. I choć mimo prób zrozumienia zawiłych wzorów hazardowych ZUS-u nie znalazłem odpowiedzi na pytania o sens istnienia, to odszukałem swoją widownię.
PS
Pozdrawiam swoich moderatorów – byłych uczniów, którzy warzą własne piwo.
PS 2
Odświeżyłem sobie wszystkie odcinki „Czterdziestolatka”. Jutro kolejny etap: film pt. „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”.

Dodaj komentarz