ZMIAŻDŻ, ZDUŚ I PLUJ… ALE NIE MYŚL

Pohořelec – to na tym praskim przystanku wysiada się i idzie pięć minut do oddalonego klasztoru na Strahovie. Ciepłe w barwach kamienice rzucają chłodny cień na bruk. Liście drzew kładą się cienistą koronką na udeptany bruk. W przeciwieństwie do pobliskich Hradczan i okolic Rynku tu można faktycznie nacieszyć się Pragą, tu nie ma tłumów, nie ma czego fotografować – tu jest biblioteka. Nie byle jaka – jedna z najstarszych i najpiękniejszych w Europie. Ponad osiemset lat niczym Yoda w Gwiezdnych Wojnach. Tysiące woluminów i manuskryptów. Tysiące egzemplarzy Biblii w różnych przekładach. Tysiące dzieł literackich zamkniętych w dziele architektury, malarstwa i rzeźby. Można odnieść wrażenie, że każda barwa wydziela tu odczuwalną na ciele temperaturę, a faktura skórzanych opraw ksiąg pragnie wpasować się w moje linie papilarne. Tak wyobrażam sobie niebo…

…póki co jednak jestem tu, na pieprzonej ziemi i muszę sięgnąć po bezduszny smartfon, który zawibrował w mojej kieszeni. Zwykła reklama kolejnej głupiej aplikacji krzyczy: „Zmiażdż swoich przeciwników w tej wyjątkowej walce PvP”. Kasuję wiadomość i wracam do pochłaniania ułomnym wzrokiem bibliotecznych fresków wykonanych ręką zakonnika Siarda Noseckiego.

O co chodzi z tym miażdżeniem? Ciężko znaleźć dzień bez nagłówka w prasie internetowej w stylu: „Głowa opozycji zmiażdżyła ministra zdrowia”, albo „Miażdżący komentarz lidera partii Wyżej Dupy Nie Podskoczę w sprawie strajku łamistrajków”. Może gdybyśmy znaleźli źródło problemu, moglibyśmy zdusić go w zarodku? He, he… zdusić to prawie zmiażdżyć – dobre.

To książki przywiodły mnie po raz pierwszy do Pragi. Jeśli bowiem coś kształci w stopniu równym co książki, to są to podróże. Byłem jeszcze studentem i zakochałem się w twórczości Bohumila Hrabala. Większość czytających ludzi zna go z takich powieści jak „Pociągi pod specjalnym nadzorem”, czy „Obsługiwałem angielskiego króla”. Mnie z czasem zafascynowała jednak „Zbyt głośna samotność”. Hrabal zmuszony do pracy w składzie makulatury stworzył postać „wykształconego wbrew swojej woli” prostego człowieka. Haňťa (bo tak ma na imię) od trzydziestu pięciu lat pracuje przy prasie, miażdży książki… lecz tak, by stały się odrębnym dziełem sztuki. Dba o odpowiedni dobór myśli filozoficznych, dla koloru dorzuca czasami album któregoś ze znanych malarzy… a wciskając zielony guzik prasy myśli o tym, iż niebiosa nie są humanitarne. Haňťa, konstruując swoje artystyczne paczki sprasowanego papieru, snuje opowieść o pewnej Cygance. Ta miłość jego młodości czekała na niego każdego wieczoru pod drzwiami, z kawałkami drewna na opał. Z czasem dowiedział się, że zabrało ją gestapo… spalili ją gdzieś na Majdanku lub w Oświęcimiu w krematoryjnych piecach. Niebiosa nie są humanitarne, ja jednak wtedy jeszcze humanitarny byłem – mówi. Opowiada też z jaką zaciętością niszczył w swojej prasie literaturę nazistowską – opisuje wręcz każde zdjęcie Hitlera… całe dziesiątki niszczonych przez niego zdjęć.

Zaczynały się już wówczas moje problemy, które określa się mianem „overthinking”, ale ludzie normalni nazywają to po prostu nadwrażliwością. Nad Wełtawą wówczas ujrzałem oczyma wyobraźni słaniającego się na nogach pana Bohuila Hrabala, a głupia reklama mówiąca o miażdżeniu przeciwnika kojarzy mi się teraz z prasą w składzie makulatury, z paczkami bohatera „Zbyt głośnej samotności”, z miażdżonymi dziełami filozofów, ale i likwidowanymi podobiznami Hitlera (na polecenie którego zresztą również palono książki). Haňťa nie był dyktatorem, co ważniejsze nie był prymitywem niszczącym woluminy. Był oczytanym człowiekiem, na którym los wymusił pewne działania… które w efekcie końcowym przynoszą mu zgubę. Na jego miejsce przychodzą komunistyczni brygadziści pracujący bez zastanowienia.

…gdybym miał zająć się współczesną adaptacją filmową tego utworu Hrabala, brygadziści dzierżyliby w dłoniach smartfony i uruchamiali prasę za pomocą aplikacji… w przerwach między oglądaniem czterominutowych filmików na youtubie lub pisząc miażdżące komentarze pod postami koleżanek. Z pewnością nie mieliby czasu na „komponowanie” paczek makulatury, nie przejmowaliby się bezbronnymi myszkami, wchodzącymi w prasę, jak ich poprzednik.

Niebiosa nie są humanitarne – może ludzie powinni być?

Coraz nas mniej w tym skupie makulatury pod pustym niebem.

Dodaj komentarz